andriolli_obozowisko

Partia Narbutta liczyła do 300 ludzi

Z Ludwikiem Narbuttem wyruszyli w pole jego 17 letni brat Bolesław, rządca Duczman i kilku ludzi ze dworu. Na drugi dzień przyłączył się do nich Leon Kraiński z Hryszaniszek z kilku ludźmi, a potem ks. wikary Stefan Horbaczewski z Ejszyszek z kilkunastu ludźmi. W dniu 15 lutego oddział już liczył 32 ludzi, a wkrótce potem przekroczył 70 osób, przedstawiając już znaczniejszą siłę. Werbunek odbywał się pomyślnie dalej, a tymczasem Narbutt za główne swe zadanie uważał możliwie najlepsze wyszkolenie swych ludzi. Zanim się zajmiemy dalszymi losami ruchu powstańczego musimy się zaznajomić z organizacją i wyszkoleniem bojowym oddziału Narbutta, ze składem wojsk rosyjskich działających na terenie powiatu lidzkiego, oraz ze stosunkiem cywilnej ludności do samego Narbutta, jak również do samej idei powstania. Partia Narbutta składała się przeważnie z drobnej szlachty i służby folwarcznej, lecz prócz tego dużo było wśród niej młodzieży ziemiańskiej, włościan i nawet byłych wojskowych Największą wadą oddziału była niedostateczność Graz wielka różnorodność uzbrojenia. Po ostatecznym zorganizowaniu partii było w niej 30 gwintowanych sztucerów wojskowych. Wielu powstańców miało tylko myśliwskie dubeltówki lub nawet pojedynki. Biły one na dystans około 100 kroków, wtenczas, gdy rosyjskie sztucery wojskowe na przeszło 603 kroków. Każdy powstaniec musiał sam sobie wyrabiać kule i grankulki z ołowiu, zakupywanego od Żydów. Prawie połowa powstańców była uzbrojona w kosy, osadzone na sztorc na drzewcu. Poza wyżej wymienionymi strzelcami i kosynierami istniał jeszcze przy partii Narbutta, zresztą nie stale, mały oddziałek jazdy, a także tabory i oddziały pomocnicze (sanitariusze, saperzy itp.), oraz oddział karabinierów czyli żandarmów polowych. Do tych ostatnich należało wykonywanie wyroków Naczelnika i sądu wojskowego.

W czasie najlepszego swego stanu bojowego partia Narbutta liczyła około 300 ludzi. Dzieliła się ona na plutony i dziesiątki. Korpus oficerski składał się przeważnie z byłych oficerów armii rosyjskiej lub osób, mianowanych oficerami za zasługi bojowe. Oficerami w partii Narbutta byli między innymi: Władysław Nowicki (b. kapitan wojsk rosyjskich), Leon Kraiński, Władysław Nikołaj (b. porucznik), Piotr Jankowski, Aleksander Skawiński, Władysław Pilecki, Bolesław Frąckiewicz, Antoni Klimontowicz (b. porucznik dragonów) i inni. Dziesiętnicy, mianowani przez Narbutta, dowodzili dziesiątkami i, w razie otoczenia oddziału przez przeważające siły wroga, otrzymywali dokładne instrukcje od Naczelnika, co do miejsca i czasu przyszłej zbiórki. Wtedy partia dzieliła się na drobne oddziałki, które mogły łatwiej prześlizgnąć się przez łańcuch nieprzyjaciół, i po pewnym czasie łączyły się znowu w bezpiecznym miejscu. Dziesiętników i podoficerów mianował sam Narbutt, a oficerów mianował na jego wniosek Naczelnik Wojskowy województwa. Sztab powiatowego Naczelnika Wojskowego składał się z dwóch adiutantów, z których starszy był pomocnikiem dowódcy, jako szef sztabu, a drugi – młodszy naczelnikiem kancelarii. Starszym adiutantem był u Narbutta – Leon Kraiński, a młodszym – brat jego Bolesław. Prócz adiutantów był w sztabie podintendent (Wł. Karbowski podaje, że stanowisko to zajmował Anzelm Petrykowski). Do jego obowiązków należało zdobywanie prowiantu, amunicji i odzieży. On musiał sporządzać wykazy niezbędnych dla partii przedmiotów, a po zatwierdzeniu takowych przez Wojskowego Naczelnika, komunikował je władzom cywilnym na terenie powiatu, wyznaczając miejsce i czas ich dostarczenia. Prócz tego podintendent był płatniczym powiatu i donosił o dokonanych czynnościach swemu dowódcy. Prócz wyżej wymienionych należeli jeszcze do sztabu – Kapelan oddziału, a był nim ks. Stefan Horbaczewski, wikary z Ejszyszek, oraz dwaj sekretarze). Nie było dosyć czasu na szkolenie powstańców, a materiał ludzki był surowy i bardzo różnorodny. Niektórych z nich nawet należało powściągać od usiłowań rabunku. A przecież taki rabunek, pomimo charakteru ciężkiego przestępstwa, rzucał jeszcze plamę na imię powstańców i mógł zrazić pokrzywdzonych do samej idei powstania. To też Narbutt wprowadził w swym oddziale surową dyscyplinę i dla włóczących się dezerterów i rabusiów był bez litości. Tak na przykład szlachcic Ryłło z folwarku Rubiki (gm Białohruda) dobrał sobie godnego towarzysza i z nim odłączył się bez pozwolenia od partii. Udało im się pod jakimś zmyślonym pretekstem chytrze wywabić ks. Kaliksta Stawickiego, proboszcza w Dubiczach, do lasu, gdzie przywiązano go do drzewa. Następnie rabusie doszczętnie ograbili plebanię. Sprawa nabrała wielkiego rozgłosu. Ryłłę i jego towarzysza pojmano, i sąd połowy pod przewodnictwem Narbutta skazał ich na karę po 1000 pałek każdego. Wyrok ten równał się karze śmierci i razi nas swą straszliwą surowością, lecz w tamtych czasach podobne kary nie były rzadkością i często zdarzały się w wojsku rosyjskim. Śmierć Ryłły prawie całkowicie przykróciła rabunkowe wystąpienia wśród powstańców i oczyściła ich szeregi z mętów społecznych. Na wszelki wypadek Narbutt wydał zarządzenie, by włościanie wyławiali rabusiów i, w razie nieobecności w okolicy sił powstańczych oddawali ich w ręce władz rosyjskich. Dowódcy oddziałów powstańczych musieli się trzymać pewnych instrukcji oraz liczyć się ze stanem międzynarodowym sprawy polskiej. „Instrukcja dla Naczelników wojskowych wojewódzkich i powiatowych, dnia 25 stycznia 1863 roku nakazywała między innymi „aby atakować tylko takie punkta, w których zwycięstwo nad Moskwą będzie niewątpliwe”, by „surowo karać znanych stronników rządu, szpiegów i zdrajców, „propagandę powstańczą szerzyć na największą skalę, wymierzając ją szczególnie na Obywateli wiejskich i włościan – wszakże pod żadnym względem nie zniechęcać ich i nie rozdrażniać przez gwałty i złe obchodzenie się”, „uwłaszczenie zaś włościan wprowadzać w wykonanie urzędowe w każdej gminie, gdzie tylko będzie siła do poparcia rozporządzeń”. W końcu instrukcja przewidywała, iż Komitet Centralny Narodowy wyznaczy dla powstania „jednego Wodza”. „Do tego więc czasu tak Dowódcy oddziałów już istniejących, jak również Naczelnicy sformować się mających sił obowiązani są wszelkimi środkami starać się utrzymywać się jak najdłużej i wzmacniać, o ile można najwięcej w ludziach, broni i wszelkiego rodzaju zapasach”.

W lutym Prusy zawarły układ z Rosją i zobowiązały się w nim okazywać Rosji pomoc w walce z powstańcami. Układ ten wywołał oburzenie i protesty innych państw, i dzięki temu, sprawa polska stała się sprawą międzynarodową. Niedwuznaczne obietnice Napoleona III jeszcze więcej dodały otuchy powstańcom. Organizowano się i walczono ze zdwojonym zapałem, oczekując pomocy z zewnątrz. Narbutt starał się usilnie zdobywać broń i ludzi, ponosząc możliwie najmniejsze straty i unikając poważniejszych potyczek. I chociaż brak czasu – jak wiemy dowodził swym oddziałem tylko trzy miesiące — stawał na przeszkodzie wystarczającemu wyszkoleniu żołnierza, jednakże doświadczenie Narbutta z kaukaskiej partyzantki w dużym stopniu wyrównywało te braki. Najlepiej może świadczyć o jakości i wyszkoleniu oddziału opinia wroga Narbutta, a mianowicie lidzkiego wojskowego naczelnika pułkownika Ałchazowa, wypowiedziana w jego raporcie Nr 1 z dnia 31 marca (12 kwietnia n. st.) do dowódcy wojsk w gubernii wileńskiej „o potyczce z bandą Narbutta”. Oto początek powyższego raportu: „Po przybyciu moim w dniu wczorajszym o godz 6 wieczorem do miasteczka Nowy-Dwór otrzymałem powiadomienie od kapitana Timofiejewa, którego oddział przybył do miasteczka o godzinie 8 wieczorem. Komunikuje on o potyczce jego oddziału z bandą buntowników pod dowództwem Narbutta 30 marca (11 kwietnia now. st. dopisek mój). Uważam za konieczne powiadomić o dokonanych przez powyższą bandę działaniach. – Ta banda dobrze uzbrojona i zorganizowana, w czasie działania wysyła łańcuchy tyralierów i znakomicie wykorzystuje teren, a nawet urządza zasieki dla własnej osłony. Nie mając taborów lekko ubrana, dobrze obznajomiona z okolicą, zajmuje ona w lasach niedostępne pozycje. Przy zetknięciu z wojskiem, chociaż nie przeciwstawia większego oporu, lecz spotykając wojsko z dobrze osłoniętego ukrycia, szybko ustępuje w gęstwinę, zajmując dalej nową pozycję. Przy takim sposobie działania wojska nasze, nie mając możności ścigania ich w gęstym lesie, mogą ponosić niepotrzebne straty. Przy bardziej zdecydowanym natarciu naszych wojsk, buntownicy, tracąc osłonę, rozbiegają się w różne strony i znowu się zbierają w gęstwinie”.

Dlaczego partia Narbutta liczyła tylko 300 ludzi. – Czy powiat lidzki nie mógł się zdobyć na znacznie większe siły? Przecież był to jeden z najobszerniejszych i najludniejszych powiatów. Należy przypuszczać, iż wiele przyczyn złożyło się na to. Tak na przykład wyżywienie i możliwie najlepsze uzbrojenie 300 ludzi było łatwiejsze i mniej uciążliwe dla miejscowej ludności. Oddział taki mógł się składać z ludzi wyborowych i przede wszystkim był bardzo sprawny i ruchliwy. Jego wystąpienie wymagało skupienia wielkiej ilości sił wojskowych wrogo i przez to znakomicie odciążało i ułatwiało akcję sąsiednich oddziałów powstańczych. Taki oddział jak to już zaznaczył pułkownik Ałchazow z łatwością rozpraszał się, a potem znowu się zbierał i był prawie całkowicie nieuchwytny. Tym bardziej, że bagniste i pokryte pierwotnym lasem obszary puszcz Grodzieńskiej i Rudnickiej były doskonałym terenem dla działania partyzantów. Wszystko powyższe należało zawdzięczać doświadczeniu i głębokiemu przewidywaniu Narbutta.

Społeczeństwo lidzkie aż do bitwy pod Dubiczami wykazywało dużo hartu, patriotyzmu i szlachetnej dyscypliny. Otaczając bezwzględnym zaufaniem i szacunkiem Narbutta i wszystkie władze powstańcze, wykonywało ono bez szemrania wszelkie zarządzenia Rządu Narodowego, pomimo wciąż wzrastających kar i najsurowszych represji władz rosyjskich. Stąd podatki i ofiary pieniężne napływały hojnie i w oznaczonym terminie. Prowiant i odzież przychodziły w dostatecznej ilości. Nawet dobrej broni myśliwskiej powiat lidzki dostarczył powstańcom więcej niż inne powiaty. Każdy bez wyjątku ksiądz, ziemianin czy szlachcic szaraczkowy, i nawet wielu urzędników-Polaków zasługiwali bezwzględnie, według praw rosyjskich, przynajmniej na zesłanie do bardziej oddalonych gubernii cesarstwa rosyjskiego. Dowodem powyższego może być pierwszy lepszy przykład z tamtych czasów. Obydwaj dziadowie moi: o jednym z nich po kądzieli Juljanie Popławskim z majątku Kopciuchy (koło Wasiliszek), członku Powiatowego Rządu Rewolucyjnego, dzięki hojnym łapówkom zwolnionemu od odpowie działalności i kary mówiłem już uprzednio. Drugi mój dziadek po mieczu – Paweł Przybytko z majątku Gorniów (koło Lidy) sędzia lidzki, (miał już 63 lata) zamiłowany myśliwy, trzymał przy sobie kilku strzelców, dojeżdżaczy i t. p. Stąd posiadał wiele dobrej broni myśliwskiej. Wiadomym jest jak bardzo przywiązują się starzy myśliwi do swojej broni. W dodatku dziad mój był sceptykiem i nie wierzył w powodzenie powstania. Jednakże wszystkie swoje strzelby oddał bez protestu na rzecz powstania, regularnie opłacał składki, a nierzadko znajdowali u niego schronienie ranni powstańcy (np. dwaj Klimontowicze).

Wśród kobiet szczególnie się wyróżniły następujące: Teodora Monczuńska, siostra Narbutta, odgrywała wybitną rolę w powstaniu. Śmiała i energiczna. Obdarzona całkowitym zaufaniem brata, była łącznikiem w najbardziej drażliwych sprawach między nim a Wilnem lub władzami cywilnymi w powiecie. Agitowała wśród wyższych sfer i wśród ludu za powstaniem i spowodowała wstąpienie do partii paru Polaków oficerów rosyjskich. Prócz tego dostarczała broń, prowiant i odzież. Ostrzegała brata w każdym grożącym niebezpieczeństwie. Po bitwie pod Dubiczami zmuszona była wyjechać za granicę, gdzie w ciągu dłuższego czasu przebywała w Paryżu. Była potem nauczycielką córek i przyjaciółką hr. Koralowej Przeździeckiej. Mieszkała u niej 37 lat. Potem osiadła w Krakwie, gdzie w 1925 roku zmarła, Antonina Tabeńska z folwarku Budowa koło Wasiliszek. Urodziła się w 1843 roku. Odważna i energiczna, we wszystkim pomagała Monczuńskiej. Dostarczała do partii prowiant, odzież, broń i amunicję. Aresztowana po bitwie pod Dubiczami została zesłana do gubernii irkuckiej na Syberii, gdzie wyszła za mąż za Edwarda Łazowskiego. Potem wróciła do kraju.

Elżbieta Tabeńska, starsza siostra poprzedniej. Urodziła się w 1823 roku. Całe życie była nauczycielką. W roku 186162 była przełożoną pensji w Lidzie. Po aresztowaniu siostry, objęła jej stanowisko i dostarczała prowiant do partii Ostrogi, następcy Narbutta. „Ponieważ uwięzienie siostry mojej przeraziło wszystkie kobiety tak, że odwagę straciły, ja postanowiłam pokazać, że nie wolno nam się zatrzymywać na drodze poświęcenia, że nadeszła dla Polek chwila, kiedy w trudach, niebezpieczeństwie i odwadze mężczyznom wyrównać powinny, że w taki właśnie sposób ma się zacząć nasza emancypacja. Najczynniej więc zajęłam się spełnianiem poleceń i rozkazów naczelnika – byłam parę razy w Wilnie, a ojciec mój biedny na próżno w tłumie ludu, otaczającym więzienie przy wywiezieniu go do Wilna, smutnym wzrokiem córki swej poszukiwał”. Elżbieta Tabeńska została aresztowana i zesłana do gubernii tomskiej na Syberii. W roku 1876 wróciła do kraju. Zostawiła wydany w Krakowie w roku 1897 pamiętnik: „Z doli i niewoli”, zawierający dużo ciekawych danych o powstaniu 1863 roku. Ojciec jej umarł w więzieniu. Doktorowa Terajewiczowa z Sołtaniszek (gm, Zabłocie) dostarczała wraz z mężem bieliznę i odzież powstańcom, troskliwie dbając o ich potrzeby i aptekę. Aleksandra Joczówna, „Młoda, zdrowa, odważna, roztropna, w żebraczki odzieniu, kilkomilowe chętnie przebiegała przestrzenie, by do partii ostrogi donieść o zbliżającym się wojsku nieprzyjacielskim lub żywność jaką dowieźć. Kilka razy przez żołnierzy schwytana zręcznie im się wymykała; przedsiębiorąc jakąś wycieczkę, nieustraszona Aleksandrą, ubrana w starą siermięgę żebraczki, z głową chustką obwiniętą, z torbami na plecach, padała na kolana przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej zmówiwszy „Pod Twoją obronę” ze łzami w oczach, lecz odwagą i ufnością w sercu biegła tam, gdzie ją myśl wiodła”.

Nawet chłopi, których władze rosyjskie usilnie podburzały przeciwko powstańcom, perfidnie i złośliwie tłumacząc im, iż wszystkie dążenia powstania będą w końcu zwrócone przeciwko chłopom, nawet chłopi, a szczególnie byli królewscy poddani, zamieszkali w puszczach Grodzieńskiej i Rudnickiej oraz ich okolicach z wielką sympatią traktowali ruch powstańczy, powiadamiając Narbutta o przesunięciach wojsk rosyjskich, o każdym grożącym niebezpieczeństwie, a kobiety wiejskie prały i cerowały powstańcom bieliznę, dając często schronienie rannym. Wśród chłopów bardziej się odznaczyli: Bartłomiej Kondrat, leśnik rządowy ze wsi Poddębie (koło Naczy). Miał on konia-wierzchowca, przeznaczonego niby do oglądania lasu, a właściwie w celu szybszego powiadamienia Narbutta o ruchach wojsk rosyjskich lub grożącym niebezpieczeństwie. Zdradził go sąsiad ze wsi Mackiewicz. Kondrata aresztowano i zesłano do Kostromskiej gubernii, a wieś Poddębie chciano za karę oddać żołnierzom na rabunek, lecz bitwa pod Kowalkami szczęśliwie zapobiegła temu. Maciej Niewiera, chłop z Lipkuńców (gm. Raduń) i Stefan Wilbik, szlachcic zagrodowy z Wilbików (gm. Raduri), odznaczyli się, jako gorliwi werbownicy ochotników do partii Narbutta. Szczególnie Wilbik, jako grajek wędrowny, przebiegał powiat ze skrzypcami w ręku i agitował za powstaniem. Obydwaj zostali aresztowani i zesłani na Sybir. Wieś Zubrowo (gm. Sobakińce) za sprzyjanie powstańcom została spalona. Podobnie Krakszle i Linica Większość mieszkańców tych wsi została zesłana na Sybir.

Najbardziej ucierpiała okolica (wieś składająca się z dworków szlacheckich) Szczuki (gm. Kamionka). Została ona spalona, miejsce po osiedlach zaorano, a wszystkich mieszkańców zesłano na Sybir lub do wschodnich gubernii cesarstwa. Na gruntach dawnych Szczuków osiedlono z rozkazu Murawiewa starowierów.

Antoni Grzymała-Przybytko
Ziemia Lidzka

Miesięcznik krajoznawczo-regionalny
R. 3, 1938 nr 5-6 (lipiec-sierpień)

Możliwość komentowania została wyłączona.