oddzial_w_marszu_Adriolli

Organizacja partji Ludwika Narbutta

Ludwik Narbutt nie brał udziału w tych przygotowaniach do powstania, bo uważał, że niepożądane jest rozpraszanie energji na prace, które załatwiać powinni inni patrjoci, do tego powołani. Sam, jako przyszły wódz, w skupeniu oczekiwał hasła: „do broni!” i przygotowywał się do tej chwili gorliwie i systematycznie; objeżdżał sąsiadów, przyszłych towarzyszy broni, i z nimi organizował, pod pozorem wypraw myśliwskich, ćwiczenia wojskowe, w czasie których studjował teren późniejszych szlaków powstańczych i kształcił swych kolegów w dziedzinie wojskowej. Pozatem pracował w ciszy nad uświadomieniem ludu i pozyskaniem jego życzliwości, bo tylko na niego liczył i opierał swe nadzieje. Dnia 13 lutego do dworku szawrskiego przybył goniec Wileńskiego Komitetu Rewolucyjnego z rozkazami dla Ludwika Narbutta. Wraz z nominacją na Naczelnika Wojennego w powiecie Lidzkim, otrzymał Ludwik Narbutt dekrety Rządu Narodowego, powołujące do powstania i o uwłaszczeniu chłopów, a także szczegółową instrukcję dla naczelników wojskowych, która w dosłownem brzmieniu podana jest w przypisach.

W cichym dworku szlacheckim powstało zrozumiałe podniecenie. Po krótkiej naradzie familijnej stary Teodor Narbutt zdecydował, że „należy wydać dzieci na ofiarę Ojczyźnie”, bo jest ona w potrzebie. Niedługo trwały przygotowania do odjazdu. „Wszystko już było gotowe… Ludwik miał dom opuścić wieczorem.. Wiedziała o tem cała rodzina, tając przed służbą nurtujące ją uczucia… Nie wolno było zdradzić się z tem, że dzień ten w Szawrach wychodził z powszednich ram życia. Wszystko iść miało pozornie zwykłym trybem, a więc śniadanie, obiad, choć żaden kęs do ust przejść nie chciał… Cała rodzina zasiadła nawet do wieczerzy… Należało panować nad każdem niemal słowem, taić bicie serc… Dla skrócenia tego dnia, nieskończenie długiego, zaczęto czytać głośno „Karlińskiego” Syrokomli”. Wieczorem przed rozstaniem zebrała się znów cała rodzina z domownikami. „Ludwik miał na sobie szary kubraczek, baranami podszyty, rewolwer na sznurku przez plecy, przy boku wisiała droga szabla kaukaska, siostra niosła chorągiew uszytą własnemi rękoma. „Ludwik zachowywał zupełny spokój, nie rozczulał się nawet wobec młodej żony, którą kochał bardzo. Z zimną krwią dawał różne polecenia siostrze Teodorze, będącej jego powiernicą i główną pomocnicą we wszystkich robotach. Składał w jej ręce manifest Rządu Narodowego, polecając wręczyć go nazajutrz proboszczowi w Naczy z rozkazem odczytania go przed ludem z ambony. Chowając papier siostra rzuciła żartobliwie: „A gdyby mnie ujęto – żałowałbyś mnie?” – „Nie czas myśleć o różach, kiedy lasy płoną – odparł poważnie Ludwik. Po krótkiem a serdecznem błogosławieństwie rodzicielskiem, Ludwik Narbutt w towarzystwie brata Bolesława sześciu domowników, przyjaciół z lat młodzieńczych i włościan z rodzinnego sioła, ukląkł przed rodzicami i ślubował: „Przysięgam Wam, Rodzice, że zwyciężony nie wrócę do domu, a wkrótce potem po tkliwem pożegnaniu wszyscy dosiedli koni i odjechali z domu w nieznaną im przyszłość.

Parę kilometrów od domu w Sałapaciskim lesie zatrzymał się Narbutt koło traktu ejszyskiego, gdzie był wyznaczony punkt zborny dla powstańców, i tu oczekiwał na i przyszłych swych żołnierzy. Bolesław stał na placówce na i trakcie Szawry-Raduń, rozpoczynając w ten sposób służbę dla Ojczyzny. Nazajutrz, dnia 14 lutego, Teodora Monczuńska udała się do proboszcza w Naczy, ks. Jerzego Gottowta, któremu ma doręczyła manifest Rządu Narodowego i rozkazy Narbutta. „Ksiądz zbladł… wahał się chwilę… wreszcie manifest przyjął, wszedł niepewnym krokiem na ambonę i zaczął. Czytał źle, niewyraźnie… Gdy skończył, dodał: „Nazimow” i w przyszłości tem się ocalił. Gdy bowiem rozpoczęły się potem śledztwa i prześladowania tych, którzy manifest ludowi czytali, – chłopi miejscowi zeznali pod przysięgą, że proboszcz publikował im tylko z ambony jakieś rozporządzenie generał-gubernatora Nazimowa. Ksiądz Grottowt wyszedł bez szwanku”. W nocy z 13/14 lutego Leon Kraiński z Hryszaniszek przywiódł do partji Narbutta 7 powstańców, nazajutrz zaś ks. Horbaczewski przybył tu z 17 włościanami, tak że 15 lutego Narbutt dowodził już oddziałem w sile 32 ludzi. W Sierbieniszkach był punkt zborny ochotników i tu na dziedzińcu, jak na placu musztry, odbywało się pierwsze szkolenie partji. W niedługim czasie akcja werbunkowa Komitetu uzupełniła szeregi partji do stanu ponad 70 ludzi, tak że w końcu lutego mógł już Narbutt spełnić powierzone mu zadanie. W Soboluńcach ks. Horbaczewski odebrał od partji przysięgę i pobłogosławił ją na dalszą służbę dla Ojczyzny. Oddział Narbutta prawie w połowie składał się z drobnej szlachty lidzkiej i oszmiańskiej, częściowo z młodzieży szkolnej i byłych wojskowych rosyjskich, a pozatem z włościan z okolicznych folwarków, którzy na pierwsze wezwanie dość licznie pośpieszyli do szeregów. Sympatja ludu do powstania była wówczas bardzo żywa i powszechna, a partja Narbutta specjalnie była nią darzona. Włościanie zaopatrywali ją w żywność, donosili o ruchach nieprzyjaciela, a kobiety prały powstańcom bieliznę i opatrywały rannych. Kilka wiosek – między innemi: Poddębie, Krakszle, Żubrowo i Linica – za sprzyjanie Narbuttowi w jego partyzantce – zostały srodze ukarane: zagrody spalone i z ziemią zrównane, a rodziny zesłane na Sybir. Partja Narbutta uzbrojona była przeważnie w broń myśliwską (pojedynki i dubeltówki), w połowie w kosy oraz w niewielką ilość zakupionych, a później zdobytych sztucerów i karabinów wojskowych. Magazyn broni partji był w Jakjańcach koło Szawr u leśnika Józefa Baniuszki, a poza tem u Kazimierza Giedroycia w Kaźmierzowie i u Alfonsa Szelkinga w Zabłociu.

Umundurowanie partji było na ogół niejednolite, ze zrozumiałych zresztą względów na trudności sporządzania mundurów, jednak Narbutt starał się ubrać swych żołnierzy w krótkie baranie kożuchy, szare bluzy, polskie konfederatki, długie buty z cholewami i przez ramię przewieszone torby płócienne. Umundurowanie dla partji Narbutta przygotowywane było przez Komitet u d-ra Terajewicza w Sołtaniszkach. Prowiant dla partji dostarczał j Stary włościanin szawrski Maciej Niekrewicz, przyczem za wszelkie dostawy Narbutt płacił ludności gotówką. Dom Narbuttów w Szawrach był z konieczności schroniskiem dla powstańców, a jednocześnie magazynem wszelkich zapasów dla partji oraz jej wysuniętą składnica meldunkową.

Największą trudność dla partji stanowiła kwestja uzupełniania amunicji, którą musiano na miejscu w obozie wytwarzać z dostarczonego prochu i ołowiu, Dostarczaniem tem zajmowali się agenci Lidzkiego Komitetu Rewolucyjnego, niekiedy jednak z powodu dotkliwego braku Narbutt musiał powierzać tę odpowiedzialną funkcję najbardziej zaufanym i dzielnym członkom partji. Zwykle załatwiała tę a dostawę siostra jego – Teodora Monczuńska. Ona to wraz z koleżanką, Antoniną Tabeńską, trzykrotnie jeździła do Wilna i stamtąd od agenta Wierblewskiego, wozami sprowadzała proch i ołów, a raz nawet dwie armaty przywiozła dla partji; i przy okazji zwerbowały do powstania dwóch oficerów rosyjskich, podporuczników Nikolai i Klimontowicza, jako też kilku przebywających w Wilnie patrjotów litewskich (Skirmunta i innych). Z uwagi na to, że powstańcy Narbutta przeważnie byli zupełnie niewyszkolonymi rekrutami, musiał Naczelnik ukryć oddział swój w puszczy Nackiej, pomiędzy Dubiczami i Gryboszami w uroczysku Sienicy, i tu, w t. zw. „obozie”, rozpoczął go szkolić i przygotowywać do boju, ucząc ponadto karności i innych zasad sztuki wojennej.Wszelkie wypadki niedyscypliny, dezercji czy buntu karał Narbutt przykładnie i w sposób odstraszający, z całą bezwzględnością dla wzbudzenia u małodusznych posłuszeństwa i obowiązkowości. Przykładem takiego surowego, żołnierskiego wychowania służyć może następujący wypadek z dezerterem Ryło: Zaraz na początku powstania zwerbowany został do partji Narbutta szlachcic Ryło z folwarku Rubiki pod Tarnowem lidzkim; miał on być na usługach Narbutta, jako jego konfident, wywiadowca. W czasie dezercji Ryło z Ikasało, wieśniakiem spod Dubicz, przybyli do ks. proboszcza Stawickiego Kaliksta w Dubiczach i, jakoby z polecenia Narbutta, poprosili go o zegarek dla swego naczelnika, gdyż on rzekomo zagubił swój i teraz jest w potrzebie. Na dowód, że nie kłamią, prosili księdza, aby udał się z nimi do obozu Narbutta w puszczy. W lesie przywiązali księdza do drzewa, a sami powrócili do Dubicz i ograbili plebanję. W tym właśnie czasie przybyli tu na plebanję w poszukiwaniu dezertera powstańcy Narbutta i zastawszy złoczyńców na grabieży, przytrzymali i odstawili ich do obozu. Narbutt, po krótkiej rozprawie sądu polowego, skazał ich na doraźną chłostę, a następnie na karę śmierci, przyczem musieli sobie sami wykopać grób, a następnie żywcem zostali w nim zakopani do góry nogami. W związku z częstemi w tym czasie w okolicy wypadkami bandytyzmu i grabieży, Narbutt zarządził, by wszelkich włóczęgów ludność przytrzymywała i wydawała w ręce powstańców, a pod ich nieobecność nawet i w ręce Rosjan; w ten sposób postanowił tępić tę ohydną plagę, która przynosiła ujmę godności powstańców, ponieważ były wypadki występowania w ich imieniu.

O podobnej bezwzględności i surowości Narbutta, jako wodza, w odniesieniu do wykroczeń podwładnych w służbie, świadczy inny wypadek. Gdy w obozie pod Rudnikami młody powstaniec Nowiński zasnął na wedecie, Narbutt oddał go pod sąd polowy i skazał na karę śmierci przez rozstrzelanie; jedynie na wstawiennictwo ks. kapelana Horbaczewskiego i z uwagi na młody wiek skazanego (liczył 20 lat) złagodził mu wyrok w ten sposób, że, o ile w pierwszej bitwie wyróżni się męstwem, to wówczas kara będzie mu darowana, w przeciwnym razie zostanie wydalony z partji i w ogóle z szeregów armji powstańczej. Nowiński odczuł łaskę wodza, bo nazajutrz w bitwie pod Rudnikami dał dowód męstwa i poległ na polu chwały, zmazując tem w pełni swoją winę. W wychowaniu podwładnych miał Narbutt iście spartańską zasadę dawania z siebie przykładu, dlatego tak wymagającym był w stosunku do siebie i dlatego jego czyny nosiły niekiedy charakter szaleństwa lub lekkomyślności w igraniu z niebezpieczeństwem. Oto charakterystyczny przykład: przebywając w obozie, dowiedział się Narbutt od i przekupionego rosyjskiego urzędnika o zdradzie i zasadzce, zorganizowanej na jego życie przez Moskali przy pomocy pewnego obywatela zdrajcy, u którego rzekomo złożone zostały dla partji pieniądze komitetowe. Zdrajca ten napisał do Narbutta list, by on sam przybył do jego dworku po odbiór gotówki, lecz bez licznej asysty, ponieważ to mogłoby ściągnąć na niego podejrzenie Moskali, że jest w stosunkach z powstańcami; jednocześnie zaś w dworku swym ukrył 40 kozaków, którzy mieli dokonać pojmania Narbutta. Narbutt, wiedząc już o tej zasadzie, świadomie we dwóch tylko z adjutantem Kraińskim udał się do domu zdrajcy, ale jednocześnie otoczył potajemnie dworek swoją partją. W myśl przysłowia „złapał kozak tatarzyna, a tatarzyn za łeb trzyma”, rozegrała się tu akcja w szalonem tempie. Dziedzic fałszywie udał serdeczność w powitaniu Narbutta, wręczył mu 5000 rubli, pochodzących jakoby od Komisarza lidzkiego i w chwili, gdy Narbutt pisał pokwitowanie, otworzył drzwi do izb, gdzie byli ukryci kozacy. Wówczas kozacy otoczyli obu powstańców i odebrali im broń, lecz na dane „słowo honoru”, że nie uciekną, nie uwięzili ich. Oficer kozacki wyjątkowo szlachetnie i po koleżeńsku potraktował Narbutta, jako byłego oficera armji rosyjskiej, i oddał mu nawet skrycie rewolwer aby raczej popełnił samobójstwo, miast nieszczęsne swe życie skończyć na szubienicy. Narbutt udał się do drugiego pokoju i tam oddał w powietrze strzał, który był dla jego partji, ukrytej w pobliżu, umówionym znakiem do natarcia na dworek i przyjścia wodzowi z pomocą. Sytuacja teraz odwróciła się – kozacy zostali pochwyceni i rozbrojeni, lecz Narbutt wspaniałomyślnie w rewanżu za szlachetność oficera kozackiego, udarował ich wszystkich wolnością, jedynie zdrajcę gospodarza oddał kozakom, by mu nahajami odpłacili „doznany zawód i zdradę Ojczyzny”. Opowiadano o tym wypadku na całej Litwie, ubierając w najbardziej fantastyczne formy, podawano je z ust do ust, dodając coraz nowe szczegóły, tak że wieść o tem urosła niepomiernie.

„Dobrze obliczył Ludwik swoje ryzykowne przedsięwzięcie i otrzymał skutek zamierzony. Urosła, zolbrzymiała jego postać w wyobraźni tak naszych, jak samych Moskali i fantastyczne opowiadanie o tej scenie zapaliło w sercach chęć dokonania cudów waleczności”. Jako dowódca partji zmienił się Narbutt nie do poznania. Był wówczas 33-letnim mężczyzną, dobrze zbudowanym, niewysokiego wzrostu, szczupłym, przygarbionym i pochylonym wprzód, z twarzą okrągłą, małą, na ogół nieładną, lecz o rysach regularnych, oczach niebieskich pod wyniosłem, wyłysiałem czołem; stale spokojny i zadumany, skromny i małomówny. Stał się jakby innym człowiekiem, rozjaśniało mu oblicze, a ruchy wszystkie i mowa zdradzały radość wewnętrzna, że się długo oczekiwanej, marzonej i gorąco upragnionej chwili doczekał”.

Dopiero w czasie pobytu w „obozie dubickim” Narbutt zorganizował swoją partję, mianował oficerów i podoficerów, wyposażył ją w sprzęt bojowy i ostatecznie stworzył z niej dość silną i sprawną jednostkę bojową. Skład partji Narbutta, niezawsze jednakowy, przedsta-wiał się ogólnie w sposób następujący: Piechota: 2-3 plutony strzelców, 3-4 kosynierów, 1 karabinierów – ogółem nie więcej jak 250 ludzi. Jazda: 1-2 plutony jazdy (nie stale) około 30 szabel, Tabor i służby nie zawsze jednakowe – 20 ludzi

Ogółem partja Narbutta nigdy więcej nie liczyła jak około 300 ludzi). Sztab oddziału zorganizowany był podobnie, jak w wojsku regularnem, a więc:

a) adjutant oddziału w charakterze szefa sztabu, który miał powierzoną pieczęć partji, – był nim Leon Kraiński z Hryszaniszek,
b) przyboczny adjutant dowódcy – Bolesław Narbutt, rodzony brat Ludwika,
c) intendent czyli t. zw. komisarz wojenny, którym był ob. Anzelm Patrykowski z Lidy,
d) kapelan oddziału – ks. Stefan Horbaczewski, wikary z Ejszyszek,
e) lekarz – dr. Aleksander Brzozowski z Górnofela i
f) rusznikarz partji – nieznany z nazwiska powstaniec.

Dowódcami płutonów w partji byli oficerowie: Bolesław Frąckiewicz, Aleksander Skawiński, Władysław Pilecki, Władysław Nowicki, Piotr Jankowski, Władysław Nikolai i inni. Korpus oficerski składał się albo z byłych wojskowych armji rosyjskiej, jak Antoni Klimontowicz, Nikolai, Nowicki, Kraiński i Skawiński, albo z emigrantów, uczniów szkoły podchorążych w Cuneo, jak Brzozowski, a wreszcie z ochotników powstańców bez fachowego wykształcenia wojskowego, mianowanych przez Naczelnika na polu walki za dzielność, jak Michał Andriolli, Bolesław Narbutt, Pilecki i in. Wykaz uczestników powstania w partji Narbutta, aczkolwiek niezupełny, podany jest dla pamięci w dodatkach do pracy niniejszej.

Partja Narbutta, podobnie jak i inne w tym czasie, zorganizowana była, jak następuje:

1) Kosynierzy: uzbrojeni w kosy i dlatego tak nazwani, rekrutowali się przeważnie z włościan. Kosa, nastawiona na sztorc na drzewcu, była bronią poważną w walce wręcz, zadane nią rany były straszne, nieraz np. rozpłatanie głowy w 3/4 częściach. Utrzymanie kosynierów w skupieniu w ogniu nieprzyjacielskim, a nade wszystko zmuszenie ich do natarcia, wymagało wiele trudu, ale gdy się to udało, to walczyli dzielnie i z dużym skutkiem (np. w bitwie pod Rudnikami), Kosynierów używano zwykle do służby polowej i wartowniczej wspólnie ze strzelcami t. j. jeden kosynier i jeden strzelec stanowili razem wedetę (czujkę) lub posterunek wartowniczy.
2) Strzelcy, uzbrojeni we własną broń myśliwską (dubeltówki i pojedynki), organizowani byli przeważnie ze szlachty i służby leśnej, na broń tę nasadzano bagnety sieczne, aby można było jej używać w walce wręcz.
3) Karabinierzy, uzbrojeni we własne lub zdobyte na wrogu karabiny niegwintowane i sztucery gwintowane, byli wyborową piechotą, organizowaną z ochotników służących dawniej w wojsku. Z braku tej broni, oddział karabinierski był nieliczny i specjalnie dobierany.
4) Jazda, w której służyła przeważnie szlachta, jako stająca z własnem koniem i rzędem, rynsztunkiem, ubiorem i bronią. Uzbrojenie jazdy było niejednolite, przeważnie składało się z dubeltówki, rewolweru lub pistoletu i szabli. Jazdy używano do służby zwiadowczej, forpocztowej (czaty) i podjazdowej, w boju zaś do harcowania i niepokojenia nieprzyjacielskiej kawalerji.
5) Tabory i inne oddziały pomocnicze, a więc pontonierzy, sanitarjusze i inni funkcyjni używani byli w partji nie tylko do prac według specjalności jako funkcyjni również brali udział w walce, jak i inni powstańcy z piechoty lub jazdy. Pontonierzy wyekwipowani byli w siekiery, łopaty, piły, oskardy i inne narzędzia techniczne prócz broni. Używano ich do robót przy przejściach przez wody, bagna i inne niedostępne miejsca, lub do niszczenia istniejących przejść, torowania drogi w puszczy, urządzania biwaków, obozów i t.p. Tabory w partji Narbutta były minimalne, ponieważ dowóz żywności i materjału spadał na barki powiatowego komitetu rewolucyjnego i jego komisarzy. Na wozach z partją razem wożono tylko amunicję, kotły do gotowania podręczną apteczkę polową, zapasową broń ji najpotrzebniejszy sprzęt obozowy.

Wartość żołnierza powstańczego dziejopis ówczesny, członek Rządu Narodowego, Agaton Giller scharakteryzował w sposób następujący: „od warsztatu, od pługa, ze szkoły, z domu rodzicielskiego idąc do powstania, musiał niemal każdy z nich dążyć tajemnemi ścieżkami, pewny, że jeżeli go i Moskale pochwycą, zostanie powieszony lub wygnany. Ledwie szczęśliwie minął przeszkodę i stanął w lesie na punkcie zbornym, już musiał zaraz bić się, zanim nauczył się władać bronią, bo nieprzyjaciel znienacka na powstańców uderzał. Zwyciężył – nie mógł po zwycięstwie odpocząć, bo nazajutrz i bitwa lub marsz forsowny pomiędzy oddziałami moskiewskiemi, ze wszystkich stron ukazującemi się, marsz o którego nadzwyczajnych trudach żołnierz regularny niema nawet wyobrażenia! W całej pełni ocena ta odnosi się do żołnierza Narbuttowego.

Źródło: Ludwik Narbutt. Życiorys Wodza w powstaniu styczniowem na Litwie.
Opracował: por Władysław Karbowski, 1933 – 1935
Wydawnictwo: 76. Lidzki Pułk Piechoty im. Ludwika Narbutta